Żuławy z rzeki widziane Drukuj Email
Wpisany przez Stefan Zubczewski   
środa, 14 października 2009 14:28
Żuławy z rzeki widziane…

Już wszyscy wiedzą, że mamy z Babcią Zosią fijoła na punkcie pływania barkami. Zadzwonił telefon.
Dzwonił Łukasz Żylik z firmy Punt która zajmuje się czarterowaniem jednostek pływających w całej prawie Europie.
-Jest okazja przepłynięcia się po pętli Żuławskiej. Trzeba się stawić jutro na śluzie Przegalina w Gdańsku ok. godziny 12.00. bo łódki już dzisiaj wypłynęły z Gdańska. Czy jest pan zainteresowany rejsem i czy pan zdąży?
- Zaraz, zaraz po kolei. O co chodzi. Kto płynie, czym płynie, skąd dokąd  jak długo…
- Przyjechali dziennikarze z niemieckiego pisma BOOTE - magazynu poświęconego łodziom motorowym - aby zrobić reportaż o możliwościach żeglugi turystycznej po Żuławach. Jest człowiek z Jaworzna – Łukasz Krajewski - który zajmuje się na co dzień sprzedażą opon do ciężarówek, ale jako hobbista wodniak postanowił stworzyć małą (na razie) „flotę” jednostek turystycznych, takich na wynajem i właśnie kilka z nich jest w Gdańsku…
- Czy to coś na zasadzie barek we Francji czy Irlandii?
- W zasadzie podobnie tylko „okręty” trochę mniejsze.

alt
Dom podcieniowy w Żuławkach
Szybko sprawdziłem rozkład jazdy i okazało się, że zdążę. Niestety bez Babci Zosi która musiała zostać na awaryjnym dyżurze u wnuczki. Szybka decyzja  w pięć minut i zostawiając wszystko wskoczyłem do pociągu „byle jakiego” (Monciak - Krupówki relacji Zakopane – Gdynia). W pociągu trochę się przygotowałem do spotkania z niemieckimi żurnalistami i poczytałem co nie co o Żuławach. Czy wiecie kto pierwszy osiedlił się na tych terenach? Słowianie i Germanie, potem skolonizowali te tereny Krzyżacy, a póżniej pojawili się Mennonici. Członkowie anabaptystycznego ruchu religijnego  z Niderlandów, a było to na początku szesnastego wieku. Stanowili 10-20% lokalnej społeczności. Zachowywali bardzo surowe obyczaje. Nie uznawali służby wojskowej , nie przyjmowali urzędów. Uciekając przed prześladowaniami tutaj, na Żuławach właśnie, znaleźli swoją nową ojczyznę. Mieli ogromną wiedzę w zakresie osuszania i zagospodarowywania żyznych i urodzajnych podmokłych gruntów. Pracowali ciężko ale dało to kolejnym pokoleniom coraz większe bogactwo. Dzięki nim Żuławy nadzwyczajnie rozwinęły się gospodarczo. Niestety większość mennonitów nie uległa rygorom totalitarnego państwa pruskiego i emigrowała do Rosji i Ameryki. Ci co pozostali ulegli niestety germanizacji. Wróćmy jednak do mojej przygody marynarskiej na którą w konsekwencji będę Was drodzy czytelnicy namawiał.
  
alt
Mniejsza jednostka, ale bardzo dzielna
Zdążyłem. Na śluzie stawiłem się o czasie, a łódki właśnie do niej wpływały. Jedna z nich to wygodny jacht motorowy Haber 33 Reporter z pełnymi wygodami typu prysznic, WC kuchenka z lodówka itp., druga trochę mniejsza też z „wygodami” ale ździebko mniejszymi, bo mniejsza. Toaleta chemiczna wewnątrz i prysznic na zewnątrz, ale z ciepłą wodą. Ta pierwsza napędzana dieslem, a mniejsza przyczepnym sinikiem Yamaha. Obie łódki mają po 7 koi i zaopatrzone są w komplet rowerów do zwiedzania ciekawych okolic. Na tej większej zaokrętowani byli niemieccy goście Karina i Cornelius ze skiperem (sternikiem) Jackiem Opitzem synem znanego żuławskiego fotografa Marka Opitza, a na mniejszej ja z armatorem „floty” Żegluga Wiślana.pl - Łukaszem Krajewskim, który okazał się wspaniałym kompanem i organizatorem całej pięciodniowej wyprawy. Po prostu człowiek komputer. Zna na trasie wszystkich, ze wszystkimi jest po imieniu i na każdego może liczyć, a robi to dopiero od dwóch lat. Do przepłynięcia mieliśmy ok. 200 km. Na trasie Gdańsk – Elbląg – Malbork – Tczew – Gdańsk.
 
alt
Sławne pierogi w restauracji "Szkarpawianka"
Wyruszyliśmy. Po przepłynięciu kilku kilometrów Wisłą „weszliśmy” przez kolejną śluzę do rzeki Szkarpawa, gdzie po chwili dopłynęliśmy do mostu zwodzonego w Drewnicy. Pogoda nam sprzyjała ciepło, choć koniec września. Piękna Polska Złota Jesień. Pierwszy postój i… pierogi w restauracji „Szkarpawianka” 50 metrów od mostu zwodzonego. Nasz armator zamówił 5 rodzajów pierogów ( z kapustą i grzybami, ruskie, z mięsem, z truskawkami i z jagodami). Pierogi się gotowały a my w miedzy czasie szybciutko zwiedziliśmy okolicę oglądając jeden z nielicznych zachowanych jeszcze domów podcieniowych w Żuławkach oraz bardzo stary wiatrak w Drewnicy. Po tym zwiedzaniu pierogi smakowały znakomicie.
 
alt

Pani Narloch - żona operatora trzech mostów
w Rybinie, matka siedmiorga dzieci i Łukasz Krajewski

Kolejnym naszym przystankiem była miejscowość Rybina z dwoma mostami zwodzonymi (jeden łączy rzekę Szkarpawę z Wisłą Królewską, a drugi z Tugą) oraz poruszanym ręcznie obrotowym mostem kolejki wąskotorowej która łączy Nowy Dwór ze Stegną, Mikoszową i Sztutowem. Wszystkie te mosty są obsługiwane przez pana Mirosława Narlocha (ojca siedmiorga dzieci, z którym bardzo szybko zaprzyjaźniliśmy się). W Rybinie spędziliśmy wesoło pierwszą noc. Raniutko, zwiedziliśmy bardzo starą ale „jarą” stację pomp odwadniających Żuławy, o której opowiedział nam jej opiekun – Zdzisław Leończyk, następnie wyruszyliśmy w dalszą  drogę w kierunku Elbląga.

Po drodze podziwialiśmy dziką przyrodę, kormorany, czaple w dużej ilości, rybitwy, kaczki i Salvinię - paprocie wodne pod ścisłą ochroną – tworzącą zielone dywany na wodzie. Po przepłynięci rozlewiska łączącego Tugę i Kanał Panieński z Zalewem Wiślanym skierowaliśmy się do Elbląga.
alt
Wpływamy do Elbląga
Tam zacumowaliśmy w marinie Wodnik, nie odmawiając sobie wieczornego spacerku łodzią do centrum Elbląga. Robi to wrażenie. Rano, mogliśmy rowerami ale, poszliśmy na łatwiznę, bo zabrał nas na małą krajoznawczą przejażdżkę samochodem Marek Opitz. Zwiedziliśmy, a jest co, Nowy Dwór Gdański i małą miejscowość Cyganek gdzie jest kościół i cmentarzyk Mennonicki, a także Dom podcieniowy który odrestaurowuje osobiście fan Żuław, fotograf Marek.

Po powrocie na okręty wyruszyliśmy mijając dwie śluzy do Malborka. Zacumowaliśmy przy restauracji na barce, vis a vis zamku Malborskiego. Nawiasem mówiąc, w tej restauracji na barce, zjedliśmy na kolację wyśmienitego sandacza z pieca chlebowego. W Malborku jak to w Malborku. Kilkugodzinne zwiedzanie zamku, odpalamy silniki i do Tczewa do którego dotarliśmy po pokonaniu kolejnych dwóch śluz oraz ok. 20 km. rzeki Wisły. Po wpłynięciu na Wisłę, spotkaliśmy kajakarzy z Markiem Kamińskim na czele.
alt
Marek Kamiński i Jasiek Mela
Okazało się, że płyną oni z Oświęcimia do Gdańska, a wyprawa ta nosi nazwę „Ekspedycja Wisła” (www.ekspedycjawisla.com) i służy propagowaniu Wisły, jako akwenu do wykorzystywania turystycznie. Marek Kamiński pokazał, że jest to możliwe i bardzo przyjemne, że nie tylko spływy Krutynią czy inną uroczą rzeczką. Okazało się, że ekspedycji towarzyszy, jako ruchoma baza, jedna z łódek Żeglugi Wiślanej - Łukasza Krajewskiego – którą nieodpłatnie użyczył on ekspedycji. Dzięki tej ekspedycji wpłynęliśmy do Tczewa w asyście tamtejszych wioślarzy, policji wodnej i strażaków. W nowoczesnej marinie oczekiwał nas (?) Prezydent Tczewa ze świtą, oraz zastęp zuchów w czerwonych strażackich mundurkach. Było bardzo uroczyście. Nocne ognisko w stanicy u harcerzy wodnych, stare piosenki harcerskie w nowych aranżacjach oraz nocne Polaków rozmowy z Markiem Kamińskim i Jaśkiem Melą.

Po spanku na łódce gdzie było nam cieplutko (łódki zaopatrzone są w gazowe C.O. co pozwala na nich pływać do „głębokiej” jesieni) zwiedzanie Tczewa,
alt
Pętla Żuławska - krajobrazy, przyroda, ptaki, wędkarze. Po prostu cudnie.
w którym na każdym kroku czuje się, że coś się nowego i dobrego dzieje. Sporo się restauruje i buduje nowego. Jest co restaurować. Pierwszy, rzuca się w oczy odrestaurowywany most kolejowy nad Wisłą, a potem  nowiutka marina właśnie. Wysunięcie pomostu w stronę nurtu rzeki pozwala cumować statkom o długości nawet do 125 metrów. Za przystanią pasażerską, patrząc w górę rzeki, zlokalizowany jest pomost dla małych jednostek takich jak np. nasze. W marinie są dostępne dla wodniaków wszelkie „wygody” wraz z restauracja i pubem. Marina usytuowana jest w ciągu bulwarów  Starego Miasta. Miło się zwiedzało ale trzeba ruszać w dalszy rejs. Przed nami jeszcze ok.15 km. Wisły, śluza pomiedzy Wisłą i MartwąWisłą, a potem most pontonowy w Sobieszewie, aż na koniec uroczyste wpłynięcie do mariny vis a vis znanego starego żurawia, czyli do centrum Gdańskiego Starego Miasta. Mała uwaga dla wodniaków. Most pontonowy w Sobieszewie otwierany, a właściwie uchylany jest tylko trzy razy dziennie, w sezonie sześc razy. To trochę nas spowolniło pod koniec rejsu ale za to przysporzyło niesamowitego nocnego pływania. Płynie się obok Rafinerii Gdańskiej - Lotos, potem mija się kilka stoczni trochę mniej oświetlonych ale jednak, z olbrzymimi kadłubami statków na pochylniach (może ich nigdy nie dokończą) po to, by na koniec wpłynąć w tajemnicze, piękne i ze smakiem oświetlone Stare Miasto. Wrażenie niezapomniane. Całość rejsu - suuuuper. Przyroda, dzikość i niezapomniana przygoda, a wszystko to bez żadnych uprawnień motorowodnych czy żeglarskich...
 
Gdzie można wyczarterować łódki? Poprostu albo przez www.punt.pl lub bezpośrednio u armatora www.zeglugawislana.pl

Stefan Zubczewski